Będzie przybywać 200 tysięcy pracowników z Ukrainy rocznie?

pracownicy z Ukrainy

Tempo napływu pracowników z Ukrainy maleje i w 2019 roku po raz pierwszy liczebność imigracji ukraińskiej była mniejsza niż w latach poprzedzających. Imigranci zza wschodniej granicy mają coraz chętniej wybierać państwa zachodnie, głównie ze względu na większe zarobki. Sytuacja nie jest jednak tragiczna – NBP szacuje, że w ciągu najbliższych dwóch lat możemy liczyć na 200-300 tysięcy pracujących Ukraińców rocznie. Niestety, powstają przy tym obawy, czy ta liczba jest w stanie zaspokoić polski rynek pracy.

Czy imigracja z Ukrainy się wyczerpuje?

Zgodnie z pojawiającymi się już od zeszłego roku obawami ekonomistów, już teraz zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy jest dużo większe od ich liczebności. Sytuację ratują nieco imigranci napływający z innych krajów wschodnich, takich jak Rosja, Gruzja i Białoruś. Jednakże ze względu na rosnący popyt na pracę, potrzeby polskich pracodawców nie są zadowalające. Zdaniem NBP już teraz przydałoby się przynajmniej dwa razy więcej pracowników z Ukrainy niż ich przewidywany napływ na poziomie 200-300 tysięcy rocznie, a szacuje się, że potrzeby będą tylko rosnąć – jak przewidują eksperci z firmy WorkBalance.

Poprawa sytuacji na rynku pracy będzie trudna

Najczęściej wysuwane rozwiązania tej trudnej sytuacji opierają się na trzech filarach: próbie zatrzymania w Polsce pracowników z Ukrainy i ściągnięcia nowych, znalezieniu nowych rynków siły roboczej w krajach azjatyckich oraz aktywizacji zawodowej polskiego społeczeństwa. Tego zdania jest także Jacek Kotłowski, wicedyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w NBP.  -Na rynku pracy obserwujemy bardzo wysoki popyt na pracę, jednocześnie widzimy już pewne ograniczenia po stronie podaży pracy, ale nie zmienia to faktu, że liczba pracujących nadal rośnie. Pocieszający jest fakt, że uruchamiają się rezerwy aktywności zawodowej, zwłaszcza wśród osób w wieku przedemerytalnym, 45–60 lat, gdzie nasza aktywność zawodowa była relatywnie nisko na tle UE – mówi. Podobnie jednak jak w całej Unii, aktywizacja zawodowa osób starszych jest tylko doraźnym i bardzo krótkotrwałym sposobem na przetrzymanie kryzysu, nie zaś rozwiązaniem pozwalającym poprawić kondycję rynku pracy w dłuższej perspektywie.

Dodaje także, że największe znaczenie ma sytuacja gospodarcza na Ukrainie, polska polityka dotycząca zatrudniania cudzoziemców oraz polityka wizowa Unii Europejskiej. Zdaniem Jacka Kotłowskiego, Polski rząd może ograniczyć działania państw zachodnich poprzez uatrakcyjnienie naszego lokalnego rynku pracy. Ułatwienia dla cudzoziemców są co prawda wprowadzane, ale według NBP nie są jeszcze wystarczające.

Kto, jeśli nie pracownicy z Ukrainy?

Powodzenie imigracji z Ukrainy możliwe było głównie ze względu na dużą bliskość geograficzną i kulturową. Narodowy Bank Polski oraz Polska Izba Handlowa gotowe są pójść tym samym tropem. Uważają, że najłatwiejsze z punktu widzenia Polski będzie pozyskiwanie pracowników z najbliższych rynków, zbliżonych do nas kulturowo. Wśród krajów, z których planuje się zwiększyć imigrację wymienia się Mołdawię, Gruzję i Białoruś. Szukanie na dalszych rynkach niestety byłoby zbyt kosztowne i czasochłonne, ze względu na trudniejsze i bardziej skomplikowane procedury związane z zatrudnieniem. Dodatkowo, wdrożenie takich pracowników zajęłoby przynajmniej kilka lat, a imigranci zarobkowi potrzebni są teraz. Dlatego wszystkie rozwiązania dotyczące niezaspokojonego popytu na pracę należy wprowadzać naraz, szczególny nacisk kładąc na kwestię pracowników z Ukrainy.